W styczniu 2012, momencie, gdy na ringach bokserskich nie dzieje się nic szczególnego, a cały świat pięściarski żyje jeszcze podsumowaniami i nawiązaniami do roku poprzedniego, warto poruszyć temat być może mało poważny, lecz będący nieodłączną i całkiem istotną częścią tego biznesu - wypowiedzi postaci ze świata boksu. To właśnie one budują określoną atmosferę wokół pojedynków, to one tłumaczą słabszą postawę konkretnego pięściarza i wreszcie, to one służą do kreowania medialnego wizerunku i promowania kolejnych gali. Czy uwierzyliście Jeanowi Marcowi Mormeckowi, który głośno zapowiada, że znokautuje Władimira Kliczkę? A może uważacie, że to z powodu kontuzji małego palca David Haye musiał uznać wyższość młodszego z duetu ukraińskich braci? W chwili, gdy analizy i rozważania dotyczące roku poprzedniego powoli dobiegają końca, zapraszam do zapoznania się z kilkoma wybranymi przeze mnie najtrafniejszymi, najśmieszniejszymi bądź też najbardziej żałosnymi wypowiedziami, jakimi uraczyli nas bohaterowie pięściarskiego świata w ubiegłych dwunastu miesiącach.
- Kiedy Mormeck z chłodnym wzrokiem oznajmił, że ma zamiar zostać pierwszym w historii francuskim mistrzem świata wagi ciężkiej, trochę się przestraszyłem i niezwłocznie udałem się na obóz przygotowawczy. - Władimir Kliczko o swoim nabliższym przeciwniku. Ukraiński mistrz świata wagi ciężkiej zadrwił tym samym z Mormecka, czy z samego siebie? Samo wyobrażenie sobie tej sytuacji wydaje się dosyć zabawne. Faktem jest, że to właśnie emerytowany niekwestionowany mistrz świata wagi junior ciężkiej będzie kolejnym rywalem "Dr Steelhamera", a sama walka zapowiada się na równie grotestkową, co wypowiedź młodszego z braci Kliczków.
- Może to zabrzmi dziwnie, ale to, jak zakończyła się moja walka z Barretem, bardzo mnie ucieszyło. Mówiąc szczerze, jeśli miałbym taką możliwość, nic nie zmieniałbym w tej walce. Co prawda przegrałem na kartach sędziów, ale według mnie wygrałem. Zawsze mówię, że jesteś tak dobry, jak twoja następna walka. Podobno wielu krytyków zaleca mi zakończenie kariery. W dwóch ostatnich rundach tej walki pokazałem jednak, że mam siłę, by powrócić na zawodowy ring. - David Tua, po rewanżowym, przegranym po jednogłośnej decyzji pojedynku z Amerykaninem. Bokserzy często po przegranych walkach szukają wymówek, "Tuamanator" jednak ambitnie zdecydował się posunąć o krok dalej. Nie ma to jak odwrócenie kota ogonem. Nowozelandczyk szumnie zapowiadał, że w przypadku porażki z Monte Barretem zakończy swoją karierę. Motywacją do jej kontynuowania okazała się jednak...Jego marna postawa w ringu. Tylko pogratulować. Wizja trzeciego pojedynku pomiędzy dwoma "emerytami" jest o tyle zadowalająca, że przynajmniej w tym czasie obydwaj bokserzy nie będą wyzywali do walki braci Kliczków.
- Mam teraz o wiele więcej masy mięśniowej, znacznie zwiększyłem obciążenia na treningu. Moja siła wzrosła już o 15 procent - Marco Huck , nawiązując do przejścia do najcięższej kategorii wagowej. Jakim genialnym wzorem niemiecki samozwańczy dominator wagi junior ciężkiej wyliczył przybytek swojej (i tak przecież sporej) mocy, pozostanie zapewne jego tajemnicą. Być może miarą przyrostu była odległość, na jaką sparingpartnerzy "Kapitana" wylatywali z ringu. Taki los miał też spotkać według wypowiedzi Niemca Tomasza Adamka, i to jeszcze za czasów, gdy Huck był o ponad 1/6 słabszy niż obecnie.
- W przypadku mojej porażki, nie chcę za moją walkę żadnych pieniędzy. Lecz jeśli wygram, a sądzę, że tak będzie, połowę z mojej wypłaty przeznaczę na konto organizacji "Serce Dzieciom" - Manuel Charr. O ile kierowane do Kliczków błagalne wiersze i pieśni potencjalnych pretendentów, liczących na zostanie znokautowanymi za całkiem niezłą kasę, od dawna nudzą swoją powtarzalnością, wtórnością i banalnością, o tyle bohaterska deklaracja Syryjczyka wydaje się dosyć zabawna. Bokser, który nie ma na swoim koncie absolutnie żadnego wartościowego zwycięstwa, chyba naoglądał się za dużo filmów akcji. Z niemałym rozmachem wkroczył na konferencję grupy K2, wyzywając Witalija Kliczko na pojedynek. Śmiech, jaki był odpowiedzią na widowiskowe wejście 27-latka był najlepszym podsumowaniem całej sytuacji. Z pewnością swoją wzruszającą deklaracją i sercem filantropa zdobył już wielu kibiców na całym świecie.
- Więcej obrażeń niż zadał mi Andre Dirrell, odnoszę przy goleniu - Carl Froch. Znany z butnych, często nawet pyszałkowatych wypowiedzi Anglik ciężko pracował, by wymazać kontrowersyjny werdykt walki z "Matrixem" nie tylko ze swojej pamięci, lecz także z pamięci obserwatorów. Trudno jednak wierzyć Frochowi, zwłaszcza, że do tej pory nie zdecydował się na zapuszczenie brody.
- Oni [Bracia Kliczko - M.W.] już od 8 lat uciekają ode mnie, walcząc z klaunami, nie wiadomo z kim. Ich rywale przychodzą i odchodzą, ja nadal tu jestem, a oni nie chcą ze mną walczyć. Boją się mnie, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Chcecie wiedzieć, dlaczego pomimo wieku nadal walczę ? Bo oni tylko czekają na moment mojej porażki. Chcieliby, żebym już odszedł - James Toney. Jeden z największych klasyków "trash talkingu", słynący z wulgarnych wypowiedzi, ale przemycający zawsze w swoich słowach źdźbło prawdy. "Lights Out" już nie w formie, zarówno na ringu, jak i na konferencjach, zawsze jednak potrafiący poprawić humor znudzonym rytualnymi, wtórnymi tekstami bokserów fanom.
- De La Hoya przebiera się za kobietę i wciąga kokainę, Ortiz zaś pozuje jako modelka Victoria's Secret. Co tu się k **a dzieje? - Floyd Mayweather, promujący walkę z Victorem Ortizem. Właśnie, co się tu dzieje? Niejednoznaczne zachowania wspomnianej dwójki z pewnością budzą niesmak rzeszy fanów pięściarstwa. Swoistą kontynuację nieprzyjemnej atmosfery towarzyszącej temu pojedynkowi mieliśmy okazję oglądać w ringu.
- On zawsze był w moim cieniu. Jego wygrana nade mną w czasach amatorskich jest tym o czym lubi gadać najbardziej. Teraz jednak zawalczymy w boksie zawodowym. Moi fani pytają mnie - "Kim jest ten brzydal, który pokonał cię wiele lat temu?" Odpowiadam im: jest to pchła na moim ramieniu, którą muszę jak najszybciej z niego strącić. - James DeGale, przed walką z Georgem Grovesem. "Bratobójcze" pojedynki Brytyjczyków są ostatnio w modzie, jednak temu towarzyszyła szczególnie gorąca atmosfera. Ogłoszono wszem i wobec, że na życzenie DeGale'a zwycięzca pojedynku zgarnie sto procent gaży, natomiast pokonany zostanie z niczym. I o ile chyba nikt nie uwierzył w te deklaracje, o tyle butny "Chunky" po walce nie miał już tak dużej ochoty do rozmowy. Z pewnością ta przegrana będzie dla młodego boksera dobrą nauczką na przyszłość, by szanować swoich przeciwników.
- W tej chwili ważę już 107 kg. Moim celem jest osiągnięcie 115 kilogramów na walkę z Powietkinem. Pokonam Rosjanina i zostanę mistrzem świata wagi ciężkiej - Marco Huck. Po kolejnej mrożącej krew w żyłach wypowiedzi "Kapitana" strach pomyśleć, cóż to za maszyna do zabijania stanie w szranki z Aleksandrem Powietkinem 25 lutego w Stuttgarcie. Zapewne Niemiec zamierza znokautować swojego rywala już w pierwszej rundzie, bo z taką wagą do drugiego starcia może nie dotrwać. Huck po zniszczeniu Rosjanina zapowiada szybkie zrzucenie wagi i rewanż z Denisem Lebiediewem w kategorii do 90 kg...
- Decyzja sędziowska była tak fatalna, że mam wrażenie, że równie dobrze mógłbym zostać u siebie i oglądać w TV, jak wręczają Heleniusowi tytuł.(...) Robert, musisz przyznać, to była najtrudniejsza walka twojego życia. Jeśli jesteś prawdziwym mężczyzną, daj mi rewanż, znokautuję cię, a potem będę mopował ring twoją głową. - Dereck Chisora. Atmosfera, jaką Brytyjczyk zbudował wokół jego walki z "Nordyckim Koszmarem", to było coś... Niejednoznaczne zachowania na ważeniu i konferencjach pewnego siebie "Del Boya" zapewne nikogo nie zaskoczyły. Zaskoczyła jednak świetna postawa Chisory w ringu, który tym samym ułożył wszystkie elementy układanki składające się na dobre bokserskie widowisko. Dereck i po pojedynku nie mógł powstrzymać się od docinek kierowanych w stronę rywala. Tym razem Robertowi Heleniusowi oberwało się za dość nietypową, zwłaszcza jak na boksera, fryzurę.
- Jeżeli to jest czołowy pięściarz amerykańskiej wagi ciężkiej, to naprawdę potrzebujemy pomocy. - Bernard Hopkins, komentujący dla ESPN walkę Tony'ego Thompsona z Maurice Harrisem. Nic dodać, nic ująć. Jedno zdanie "Kata" bardzo dobrze oddaje poziom jaki amerykańscy ciężcy prezentują na światowych ringach. Thomspon, jako oficjalny pretendent dla Władimira Kliczki, zawalczy z Ukraińcem po raz drugi o tytuł najprawdopodobniej już za kilka miesięcy.
- Pamiętacie, co zrobiłem Davidowi Banksowi występując w kategorii super średniej? Teraz jestem jeszcze silniejszy. Poprosiłem Komisję Bokserską Stanu Nevada, by przestrzeń wokół ringu została wypchana watą. Jeśli wielki łeb Despaigne nie zatrzyma się na linach, to wata będzie jego jedyną nadzieją. - Edison Miranda przed walką z Yordanisem Despaigne. Jeden z najbardziej charakterystycznych "puncherów" we współczesnym boksie, został ochrzczony przez komentatora jego pojedynku z Arthurem Abrahamem "Chodzącą maszyną do faulowania". Czymkolwiek jest "Pantera", znalezienie się z nim w ringu nie należy do rzeczy najprzyjemniejszych. Despaigne nie przestraszył się jednak nieprzewidywalnego Kolumbijczyka. Miranda został zdyskwalifikowany w 5 rundzie za ciosy poniżej pasa. Co nieobliczalny pięściarz zrobi w rewanżu?
- Nie interesuje mnie gadanie ludzi o zwykłym mistrzostwie i super mistrzostwie. Mistrz świata to mistrz świata! Jeśli chcę zostać mistrzem świata, muszę walczyć z najlepszymi. Jeśli już nim zostanę, będę musiał bronić pasa z najlepszymi i doskonalić się, by udowodnić wszystkim, że to ja jestem tym najlepszym. Jakie to ma znaczenie, czy jest to mistrzostwo super, zwykłe czy jakiekolwiek inne. Dla mnie to mistrzostwo świata. - Aleksander Powietkin o zdobytym przez siebie pasie WBA World. Deklaracja Rosjanina nie jest z pewnością dla nikogo dużym zaskoczeniem. "Sasza", jako oficjalny pretendent do tronu Władimira Kliczki, nieoczekiwanie jednak nie wykluczył walki z "Dr Steelhamerem". Potencjalne starcie mogłoby według niego odbyć się w 2013 roku...O ile plastikowy tron Powietkina nie załamie się do tej pory pod ciężarem jego wypowiedzi.
- Gdybym był o 50 lat młodszy, skopałbym ci tyłek. - Larry Merchant do Floyda Mayweathera. Nietypowy nokaut, jaki Ortizowi zaserwował "Money" z pewnością wzbudził w środowisku bokserskim sporo kontrowersji. Jedni popierali zachowanie "Ślicznego", inni oskarżali o niesportowe zachowanie i złamanie niepisanych zasad. Wśród tych drugich znalazł się słynny dziennikarz, który swoją opinię przekazał głównemu bohaterowi tamtej walki zaraz po jej zakończeniu. "Pretty Boy" nie utrzymał panowania nad sobą, krzycząc, że HBO powinno zwolnić komentatora, który nie ma pojęcia o boksie. Na ripostę Merchanta nie trzeba było długo czekać.
Mateusz Wajs (www.boxing.pl) |